Strona główna » Informacje » Polska
Minister sprawiedliwości mobilizuje siły

Skazani za kradzież w Auschwitz na wolności

Autor: jid, zbyt; Źródło: IAR
  • A
  • A
  • A
14:15
21.04.2010
Trzej skazani za kradzież napisu „Arbeit macht frei” mężczyźni nie stawili się w więzieniu. Oskarżeni to mieszkańcy Lipna, którzy mieli odsiedzieć wyroki w Zakładzie Karnym we Włocławku. Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski nakazał niezwłoczne odnalezienie.
– W związku z informacją o niestawieniu się w Zakładzie Karnym we Włocławku Pawła S., Łukasza M. oraz Radosława M., skazanych za kradzież napisu „Arbeit Macht Frei” z muzeum obozu Auschwitz, minister Krzysztof Kwiatkowski polecił Dyrektorowi Generalnemu Służby Więziennej natychmiastowe zawiadomienie właściwego sądu o niestawiennictwie skazanych w zakładzie karnym – podaje ministerstwo sprawiedliwości.

Przekazanie tej wiadomości umożliwi sądowi wykonawczemu, w trybie przewidzianym przez kodeks karny wykonawczy, podjęcie działań zmierzających do doprowadzenia skazanych do zakładu karnego, a w wypadku ich ukrywania się – poszukiwanie listem gończym.

Oskarżeni mają trzy dni

O tym, że mężczyźni nie stawili się w zakładzie karnym, powiedziała ppłk Bożena Nowicka, wicedyrektor Zakładu Karnego we Włocławku-Mielęcinie. – Do północy we wtorek żaden z trzech mężczyzn, o których skazaniu poinformował nas sąd w Krakowie, nie stawił się do odbycia zasądzonej kary. Zgodnie z obowiązującą nas procedurą, po upływie trzech dni roboczych poinformujemy o tym krakowski sąd – poinformowała.

Zgodnie z prawem, za niestawienie się w zakładzie karnym skazanym nie grożą żadne dodatkowe kary. Jeśli nie pojawią się we Włocławku do piątku, krakowski sąd może wystawić nakaz ich doprowadzenia przez policję, a w ostateczności rozesłać za nimi listy gończe.

– Trzeba się jednak liczyć z tym, że skazani mogli wystąpić o dodatkowe odroczenie wykonania kary i sąd się na to zgodził. W takim przypadku informacja o tym mogła jeszcze do nas nie dotrzeć, więc jest za wcześnie, by przesądzać o złej woli skazanych – zastrzegła ppłk Nowicka.

18 marca sąd w Krakowie skazał trzech mężczyzn, którzy brali udział w kradzieży na kary od półtora roku do dwóch i pół roku pozbawienia wolności. Wszyscy musieli też zapłacić po 10 tys. zł nawiązki na Fundację Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz po tysiąc zł jako częściowy zwrot kosztów postępowania.

W areszcie śledczym przebywają dwaj inni zamieszani w kradzież tablicy Polacy. Andrzej S. – zdaniem prokuratury – zwerbował trójkę złodziei, natomiast Marcin A. miał pośredniczyć w kontaktach ze Szwedem Andersem Hoegstroemem, podejrzewanym o zlecenie kradzieży napisu.

Krakowski sąd aresztował 16 kwietnia 34-letniego Hoegstroema na okres trzech miesięcy, tak jak wnioskowała prokuratura. Hoegstroem nie przyznał się do zarzutu i w swoich wyjaśnieniach przedstawił własną wersję wydarzeń, która – zdaniem śledczych – wymagała weryfikacji. Ze względu na dobro śledztwa prokuratura odmawia podania bliższych szczegółów wyjaśnień Hoegstroema.

Hoegstroemowi grozi kara od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Prokuratura wyraziła zgodę na podawanie jego danych.
Wnioski o odroczenie kary

Wszyscy trzej skazani złożyli do sądu wnioski o odroczenie terminu wykonania. Sąd jednak nie wyznaczył jeszcze terminu posiedzenia w tej sprawie kary – poinformował w środę Sąd Okręgowy w Krakowie.

Łukasz M. powołuje się na konieczność opiekowania się matką, która miała wypadek. Chciałby podjąć pracę sezonową, by pomóc jej finansowo i zarobić na nawiązkę. Radosław M. chciałby opiekować się córką i przyjaciółką w ciąży, zarobić na remont mieszkania i uregulowanie spraw prywatnych. Jak napisał we wniosku, nie unika poniesienia konsekwencji za moje uczynki, ale prosi sąd, by umożliwił mu zabezpieczenie rodziny.

Podobną argumentację podaje Andrzej S., który wnosi o odroczenie wykonania kary na sześć miesięcy: chce pomóc chorej matce, która samotnie prowadzi podupadającą działalność gospodarczą, dopomóc jej finansowo i wzmocnić psychologicznie zanim zostawi ją i pójdzie do więzienia.
70 godzin niepewności

Do kradzieży napisu doszło 18 grudnia 2009 roku. Odnaleziono go we wsi koło Torunia 70 godzin później. Sprawcy kradzieży pocięli go wcześniej na trzy części. Z ustaleń prokuratury wynika, że pięciu Polaków – wśród których znajdowali się wykonawcy i pośrednicy – działało na zlecenie pośrednika ze Szwecji.

Hoegstroema zidentyfikowała krakowska prokuratura na podstawie informacji otrzymanych w połowie stycznia ze Szwecji i po rozpoznaniu go przez dwóch podejrzanych. Na tej podstawie wydała postanowienie o przedstawieniu mu zarzutu podżegania do kradzieży napisu, będącego zabytkiem i dobrem o szczególnym znaczeniu dla kultury.

Po uzyskaniu z sądu decyzji o zastosowaniu 14-dniowego aresztu prokuratura wydała za nim list gończy, który był podstawą do wydania przez krakowski sąd Europejskiego Nakazu Aresztowania. Nakaz taki został wydany na początku lutego.

11 lutego podejrzany został zatrzymany w Sztokholmie i umieszczony w areszcie. Miesiąc później szwedzki sąd zdecydował, że Hoegstroem zostanie wydany Polsce. 9 kwietnia sprowadzono go do Polski; do Krakowa przyleciał policyjnym śmigłowcem.

W Szwecji Hoegstroem zaprzeczał wszystkim zarzutom i oświadczył, że pomógł polskiej i szwedzkiej policji oraz Interpolowi. Według niego, to właśnie dzięki jego informacjom polska policja mogła ująć przestępców i odzyskać napis. Nie odwołał się jednak od postanowienia o wydaniu go do Polski.

W prowadzonym przez polską prokuraturę śledztwie wątek trzech bezpośrednich sprawców kradzieży, którzy przyznali się do winy, został wyłączony ze śledztwa i zakończony aktem oskarżenia. Oskarżeni przyznali się do winy i złożyli wnioski o dobrowolne poddanie się karze.

Na forum

Nawołując do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie możemy na dobre...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: