Trzej skazani za kradzież napisu „Arbeit macht frei” mężczyźni nie stawili się w więzieniu. Oskarżeni to mieszkańcy Lipna, którzy mieli odsiedzieć wyroki w Zakładzie Karnym we Włocławku. Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski nakazał niezwłoczne odnalezienie.
– W związku z informacją o niestawieniu się w Zakładzie Karnym we Włocławku
Pawła S., Łukasza M. oraz Radosława M., skazanych za kradzież napisu „Arbeit
Macht Frei” z muzeum obozu Auschwitz, minister Krzysztof Kwiatkowski polecił
Dyrektorowi Generalnemu Służby Więziennej natychmiastowe zawiadomienie
właściwego sądu o niestawiennictwie skazanych w zakładzie karnym – podaje ministerstwo sprawiedliwości.
Przekazanie tej wiadomości umożliwi sądowi wykonawczemu, w trybie
przewidzianym przez kodeks karny wykonawczy, podjęcie działań zmierzających
do doprowadzenia skazanych do zakładu karnego, a w wypadku ich ukrywania się
– poszukiwanie listem gończym.
Oskarżeni mają trzy dni
O tym, że mężczyźni nie stawili się w zakładzie karnym, powiedziała ppłk Bożena Nowicka, wicedyrektor Zakładu Karnego we
Włocławku-Mielęcinie.
– Do północy we wtorek żaden z trzech mężczyzn, o
których skazaniu poinformował nas sąd w Krakowie, nie stawił się do odbycia
zasądzonej kary. Zgodnie z obowiązującą nas procedurą, po upływie trzech dni
roboczych poinformujemy o tym krakowski sąd – poinformowała.
Zgodnie z prawem, za niestawienie się w zakładzie karnym skazanym nie grożą
żadne dodatkowe kary. Jeśli nie pojawią się we Włocławku do piątku, krakowski
sąd może wystawić nakaz ich doprowadzenia przez policję, a w ostateczności
rozesłać za nimi listy gończe.
– Trzeba się jednak liczyć z tym, że skazani mogli wystąpić o dodatkowe
odroczenie wykonania kary i sąd się na to zgodził. W takim przypadku
informacja o tym mogła jeszcze do nas nie dotrzeć, więc jest za wcześnie, by
przesądzać o złej woli skazanych – zastrzegła ppłk Nowicka.
18 marca sąd w Krakowie skazał trzech mężczyzn, którzy brali udział w kradzieży na kary od półtora roku do dwóch i pół roku pozbawienia wolności. Wszyscy
musieli też zapłacić po 10 tys. zł nawiązki na
Fundację Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz po tysiąc zł
jako częściowy zwrot kosztów postępowania.
W areszcie śledczym przebywają dwaj inni zamieszani w kradzież tablicy Polacy. Andrzej S. – zdaniem
prokuratury – zwerbował trójkę złodziei, natomiast Marcin
A. miał pośredniczyć w kontaktach ze Szwedem Andersem
Hoegstroemem, podejrzewanym o zlecenie kradzieży napisu.
Krakowski sąd aresztował 16 kwietnia 34-letniego Hoegstroema na okres trzech miesięcy, tak jak wnioskowała prokuratura.
Hoegstroem nie przyznał się do
zarzutu i w swoich wyjaśnieniach przedstawił własną wersję wydarzeń, która –
zdaniem śledczych – wymagała weryfikacji. Ze względu na dobro śledztwa prokuratura odmawia podania
bliższych szczegółów wyjaśnień Hoegstroema.
Hoegstroemowi grozi kara od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Prokuratura
wyraziła zgodę na podawanie jego danych.
Wnioski o odroczenie kary
Wszyscy trzej skazani złożyli do sądu wnioski o odroczenie terminu wykonania. Sąd jednak nie wyznaczył jeszcze terminu posiedzenia w tej sprawie kary – poinformował w środę Sąd Okręgowy w Krakowie.
Łukasz M. powołuje się na konieczność opiekowania się matką, która miała wypadek. Chciałby podjąć pracę sezonową, by pomóc jej finansowo i zarobić na nawiązkę. Radosław M. chciałby opiekować się córką i przyjaciółką w ciąży, zarobić na remont mieszkania i uregulowanie spraw prywatnych. Jak napisał we wniosku, nie unika poniesienia konsekwencji za moje uczynki, ale prosi sąd, by umożliwił mu zabezpieczenie rodziny.
Podobną argumentację podaje Andrzej S., który wnosi o odroczenie wykonania kary na sześć miesięcy: chce pomóc chorej matce, która samotnie prowadzi podupadającą działalność gospodarczą, dopomóc jej finansowo i wzmocnić psychologicznie zanim zostawi ją i pójdzie do więzienia.
70 godzin niepewności
Do kradzieży napisu doszło 18 grudnia 2009 roku. Odnaleziono go we wsi koło Torunia 70 godzin
później. Sprawcy kradzieży pocięli go wcześniej na trzy części. Z ustaleń prokuratury wynika, że
pięciu Polaków – wśród których znajdowali się wykonawcy i pośrednicy –
działało na zlecenie pośrednika ze Szwecji.
Hoegstroema zidentyfikowała krakowska prokuratura na podstawie informacji
otrzymanych w połowie stycznia ze Szwecji i po rozpoznaniu go przez dwóch
podejrzanych. Na tej podstawie wydała postanowienie o przedstawieniu mu
zarzutu podżegania do kradzieży napisu, będącego zabytkiem i dobrem o
szczególnym znaczeniu dla kultury.
Po uzyskaniu z sądu decyzji o zastosowaniu 14-dniowego aresztu prokuratura
wydała za nim list gończy, który był podstawą do wydania przez krakowski sąd
Europejskiego Nakazu Aresztowania. Nakaz taki został wydany na początku
lutego.
11 lutego podejrzany został zatrzymany w Sztokholmie i umieszczony w
areszcie. Miesiąc później szwedzki sąd zdecydował, że Hoegstroem zostanie
wydany Polsce. 9 kwietnia sprowadzono go do Polski; do
Krakowa przyleciał policyjnym śmigłowcem.
W Szwecji Hoegstroem zaprzeczał wszystkim zarzutom i oświadczył, że pomógł
polskiej i szwedzkiej policji oraz Interpolowi. Według niego, to właśnie
dzięki jego informacjom polska policja mogła ująć przestępców i odzyskać
napis. Nie odwołał się jednak od postanowienia o wydaniu go do Polski.
W prowadzonym przez polską prokuraturę śledztwie wątek trzech bezpośrednich
sprawców kradzieży, którzy przyznali się do winy, został wyłączony ze
śledztwa i zakończony aktem oskarżenia. Oskarżeni przyznali się do winy i złożyli wnioski o dobrowolne poddanie się karze.