W Kancelarii Premiera debatowano o umowie ACTA. Dyskusja z udziałem Donalda Tuska, ekspertów, przedstawicieli społeczeństwa informacyjnego i twórców trwała siedem godzin. Dyskutowało też 100 osób, które wcześniej zarejestrowały się na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. Nie przybyli liderzy protestów przeciw ACTA oraz Fundacja Panoptykon i Helsińska Fundacja Praw Człowieka.
Maj tego roku powinien być wstępną datą graniczną, co do sformułowania poglądu o ACTA: czy umowa ta niesie za sobą poważne zagrożenie dla wolności internetu, czy też nie – powiedział Donald Tusk podczas debaty.
Premier zaznaczył, że w sprawie umowy ACTA w połowie czerwca Parlament
Europejski będzie rozpatrywał wniosek Komisji Europejskiej.
Szef rządu dodał, że jest jeszcze sporo czasu na poważne konsultacje i
rozmowy o ACTA. –
Nie będziemy spieszyli się, dopóki nie wyjaśnimy sobie wszystkich wątpliwości dotyczących ACTA, ale także wszystkich pytań, jakie narastają wokół prawa krajowego i wokół napięcia między właścicielami praw a użytkownikami internetu – podkreślił.
Tusk przeprosił za tryb konsultacji, jaki został zastosowany
ws. tej umowy. –
Macie poczucie, że konsultacje społeczne, jeśli chodzi o ACTA, były niewystarczające. Padliśmy trochę ofiarą rutyny. Jest mi przykro, bo trochę czasu i dobrych chęci, energii włożyłem w to, żeby z przedstawicielami środowisk użytkowników internetu spotykać się i dość otwarcie rozmawiać – mówił premier.
Premier Donald Tusk zapowiedział udostępnienie wszystkich możliwych do ujawnienia dokumentów dotyczących umowy ACTA. W kwestii niuansów negocjacyjnych jest jednak odmiennego zdania.
Nie wszystko może być jawne – tak premier odpowiedział na postulat niektórych osób i organizacji, które warunkowały swój udział w debacie zapewnieniem pełnej jawności negocjacji ze strony rządu – również w kontekście pełnego dostępu do instrukcji negocjacyjnych ze strony rządu.
–
Nieprzypadkowo – i to nie jest przecież kaprys polskiego rządu – negocjacje międzynarodowe, czasami o charakterze prawnym, handlowym - nie zawsze mogą czy powinny być jawne. Nie po to zbudowaliśmy cały system, który pozwala utajniać i szyfrować elementy negocjacji także przed naszymi partnerami zagranicznymi, żeby równocześnie odpowiadać na żądanie każdego internauty w tej kwestii. To byłby absurd. Nie gniewajcie się, ale nie ustąpimy w tej kwestii – powiedział Tusk.
Premier Donald Tusk liczy, że m.in. dzięki debacie o
ACTA uda się znaleźć „optymalną formułę”, która uszanuje wolności i
bezpieczeństwo internautów i będzie „sprawiedliwa wobec wszystkich
uczestników biznesowej części tego zagadnienia”.
ACTA i koncerny
Tusk oświadczył, że rząd nie będzie odpowiadał na pytanie, jakie firmy
uczestniczyły po polskiej stronie w czasie negocjacji nad ACTA, „bo nie ma ono żadnego związku z rzeczywistością”.
Zdaniem premiera „to nie jest tak, że Hollywood i kilka innych biznesowych kręgów stoi za ACTA po to, żeby dopaść użytkowników”.
–
Każdego dnia stwierdzamy, że to jest spór biznesu, który używa Internetu także do zarabiania pieniędzy i on jest obecny we wszystkich stronach, obozach tego konfliktu. Miejmy tę świadomość, że musimy szukać takiej regulacji, która szanując wolności i bezpieczeństwo internautów, stara się być także możliwie sprawiedliwa wobec wszystkich uczestników biznesowej części tego zagadnienia, a nie – brała jedną lub drugą stronę - dodał szef rządu.
Tymczasem minister administracji i cyfryzacji Michał Boni poinformował w czasie debaty, że jej transmisja w internecie była zakłócana przez hakerów. Zaapelował o nieprzeszkadzanie, bo to podważa sens rozmowy.
Polskie prawo a ACTA
–
Nie ma istotnych zmian względem obowiązującego systemu w Polsce w ACTA – powiedział podczas debaty Maciej Gawroński z kancelarii prawnej Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, która opracowała analizę ws. ustawy.
–
ACTA nie zmienia nic lub prawie nic. To jest głównym problemem, ponieważ w naszej ocenie zmiany powinny nastąpić w kierunku pogodzenia paradygmatu społeczeństwa informacyjnego, dostępu do informacji z XIX-wiecznym systemem praw autorskich – mówił prawnik.
Ze stanowiskiem, że „ACTA nic nie zmienia w polskim prawie” nie zgodził się
Dominik Łabudziński z organizacji Internet Blackout. Odnosząc się do art. 6
ust. 4 umowy stwierdził, że stawia ona „ponad prawem urzędnika, który w
ramach walki z piractwem może zrobić wszystko i nie będzie pociągnięty do
odpowiedzialności”.
Podkreślił też, że „ACTA to nie tylko internet”. –
Ze zdziwieniem przyjmuję fakt, że omawiamy tu kwestię internetu, a nie polityki społecznej czy choćby zatrudnienia czy sektora medycznego, produkcji leków, części zamiennych do komputerów, samochodów. Ten problem jest dużo szerszy niż sam internet, i marginalizowanie go (...) jest ignorancją – podkreślił.
Pytał też, czy rząd wziął pod uwagę, że „wyeliminowanie z rynku zamienników
leków tzw. tańszych może doprowadzić do zniknięcia z polskiego rynku dużej
części firm produkujących te tańsze leki, a co za tym idzie zwiększyć
bezrobocie”.
–
Internet powinien być wolny w jak najszerszym zakresie, płacić powinni ci, którzy zarabiają na ściąganiu z sieci własności intelektualnej i ją piratują – powiedział w czasie debaty w kancelarii premiera szef ZAIKS, publicysta Michał Komar.
Jego wypowiedź wywołała liczne komentarze innych uczestników debaty.
Magdalena Sadurska, która przedstawiła się jako naukowiec i twórca
oświadczyła, że ZAIKS nie udzielił ochrony jej twórczości, bo uznał ją za
„zbyt mało znaczącą”. Protestowała, by w jej imieniu podpisywano ACTA, które jeszcze bardziej pogorszy jej sytuację.
Podpis nie zostanie anulowany
–
Polski rząd nie wycofa swojego podpisu z żadnego dokumentu, dlatego że jakaś grupa tego żąda; taki rząd powinien podać się do dymisji – mówił premier Donald Tusk.
O wycofanie podpisu i rozpoczęcie od nowa konsultacji w sprawie ustawy apelował jeden z uczestników debaty.
–
Umowa ACTA nie jest dziś częścią polskiego porządku prawnego; stałaby się nią dopiero, gdyby została ratyfikowana – zaznaczył wiceminister spraw zagranicznych Maciej Szponar.