Wiadomość została wysłana.
Według ustaleń portalu tvp.info, informacja o tym, że Zirajewski trafił do szpitala MSWiA po zatruciu lekami nasennymi trafiła do łódzkiej prokuratury apelacyjnej natychmiast po zdarzeniu. Jednak aż do śmierci „Iwana” żaden ze śledczych ze specjalnej specgrupy zajmującej się sprawą zabójstwa gen. Marka Papały nie pojawił się w szpitalu.
W łódzkiej prokuraturze nie udało nam się dowiedzieć, dlaczego nikt nie odwiedził Zirajewskiego, aby przesłuchać go w sprawie jego desperackiego kroku. – Nie informujemy o czynnościach prowadzonych w śledztwie – mówi prok. Jarosław Szubert, rzecznik łódzkiej prokuratury apelacyjnej.
Jeden z naszych informatorów twierdzi, że łódzcy śledczy mogli zbagatelizować informację od więziennictwa. – Zbliżał się koniec roku i możliwe, że po prostu nikomu nie chciało się podjąć decyzji o wyjeździe, odkładając ją na później. Tymczasem „Iwan” zmarł i było już za późno – mówi nasz rozmówca z ministerstwa sprawiedliwości.
Doświadczony prokurator o wieloletnim stażu twierdzi nawet, że brak działania ze strony łódzkich śledczych to bardzo poważny błąd. – Zirajewski nie był pierwszym lepszym świadkiem, tylko kluczową osobą do wyjaśnienia sprawy zabójstwa gen. Papały. Po tym jak prokuratura dostała informacje o próbie samobójczej czy nawet zatruciu natychmiast do Gdańska powinien pojechać prokurator, aby próbować dowiedzieć się od „Iwana”, co nim powodowało – mówi nasz rozmówca. I dodaje: - To źle rokuje na przyszłość. Taki błąd na początku tak ważnego śledztwa jest niedopuszczalny.
Prokuratura w Łodzi prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały od kilku tygodni. Sprawę przeniesiono tam z Warszawy, po tym jak do sądu trafił pierwszy akt oskarżenia w sprawie zabójstwa byłego szefa policji. Dziś Ministerstwo Sprawiedliwości ma ogłosić wyniki prac trzech komisji badających sprawę tajemniczej śmierci Artura Zirajewskiego.