Chmura pyłu wulkanicznego, która w nocy dotarła w okolice Tatr i nad ranem unieruchomiła lotnisko Balice w Krakowie odsuwa się powoli nad Atlantyk. Cała przestrzeń powietrzna nad Polską jest otwarta, a większość połączeń odbywa się bez zakłóceń. Wszystko wskazuje więc na to, że tym razem paraliż lotniczy nas ominie.
Polska Agencja Żeglugi Powietrznej uspokaja, że przestrzeń lotnicza nad Polską nie zostanie zamknięta, ale na południu kraju obowiązują strefy ostrożności dla pilotów.
Początkowo podawano, że z lotniska w Balicach nie wyleciał samolot do Monachium, jednak zgodnie z informacjami Jana Pamuły – prezesa portu lotniczego, maszyna ta w ogóle nie wystartowała z Niemiec. Nie dotarł także samolot z Paryża, i wszystko wskazuje na to, że loty te zostały odwołane z przyczyn niezależnych od pyłu wulkanicznego.
Jak powiedział prezes Pamuła Balice funkcjonują bez zakłóceń, wszystkie loty odbywają się planowo, zgodnie z rozkładami. Niezagrożony jest także ruch lotniczy na pozostałych lotniskach Polski: w Katowicach, Rzeszowie i Warszawie. Na międzynarodowym lotnisku Okęcie startują i lądują maszyny ze wszystkich portów lotniczych Europy. Bez zakłóceń przebiegają także loty transatlantyckie, i jak informuje kierownictwo sytuacja w ciągu dnia nie powinna ulec zmianie.
Obejmująca południowe rejony naszego kraju chmura pyłu z islandzkiego wulkanu, przemieszczająca się na wysokości od 6 do 10 kilometrów, przesunęła się znad Europy nad południowy Atlantyk. Oznacza to, że widmo kolejnego paraliżu lotniczego na razie Stary Kontynent ominęło.
Jak poinformował przedstawiciel agencji Eurocontrol, w niedzielę pył wulkaniczny uniemożliwił w Europie około pół tysiąca startów samolotów. Niemal wszystkie główne lotniska zamknęła Austria i Słowacja. Pod koniec ubiegłego tygodnia kłopoty z chmurą odczuli między innymi Hiszpanie, Portugalczycy i Irlandczycy.