Strona główna » Informacje » Polska
Miliony wyłudzone przez sprytnego młodzieńca

Podrobił 2 tysiące kart kredytowych

Autor: Rafał Pasztelański
  • A
  • A
  • A
14:27
21.02.2012
Ponad 2 tysiące kart kredytowych podrobił 25-letni mieszkaniec Warszawy – dowiedział się portal tvp.info. Kierowana przez Sebastiana G. szajka, przy pomocy sfałszowanych kart wyłudziła towary za co najmniej 1,5 miliona zł. Śledczy jednak szacują, że straty właścicieli kart są nawet kilkakrotnie wyższe.
1
Podrabianie kart kredytowych przynosi gigantyczne zyski(fot.flickr.com)

Dla Sebastiana G. miał to być biznes życia. Pierwsze karty kredytowe zaczął podrabiać w 2008 r. Miał wówczas 21 lat. Początkowo razem kilkoma kolegami przerabiali je, nanosząc na własne karty paski magnetyczne z wykradzionymi danymi. Te zaś znajdowali w internecie. Szybko jednak zorientowali się, że na wydruku po transakcji pojawiają dane prawdziwego posiadacza karty. Zmienili więc metody działania. Sebastian G. porozumiał się ze wspólnikiem i nakłonił go do zainwestowania sporych pieniędzy w specjalną maszynę. Urządzenie pozwalało na produkowanie kart magnetycznych. Wystarczyło tylko skopiować wzory z oryginałów i produkcja podróbek ruszyła pełną parą.

Początkowo w proceder zamieszanych było kilka osób. Sebastian G. wytwarzał dla nich karty z ich nazwiskiem i kradzionymi danymi. Tak uzbrojeni, „kupcy” szli na zakupy. Odwiedzali przede wszystkim centra handlowe, gdzie panuje duży ruch. Wiedzieli, że w ten sposób ryzyko wpadki jest niewielkie. – Kupowali przede wszystkim alkohol, papierosy i elektronikę, zwłaszcza tak popularną jak konsole do gier, laptopy, czy odtwarzacze mp3. Następnie towary trafiały do paserów za ok. połowę wartości. „Kupcy” dostawali od 10 do 20 proc. wartości towaru – opowiada prok. Wojciech Zdanowski, z warszawskiej prokuratury apelacyjnej.

Co ciekawe każdy „kupiec” musiał dostarczyć szefowi wydruk z transakcji. Chodziło o sprawdzenia, czy nikt nie okrada „firmy”.

Interes z kartami rozwijał się tak prężnie, że grupa rozszerzyła swoje działanie na całą Polskę. Duża część zysków trafiała do organizatora manufaktury podróbek. Ten pieniądze inwestował w zakupy kolejnych numerów kart kredytowych. – Za pakiet dziesięciu numerów płacił najczęściej ok. 1000 dolarów. Sprzedawała je nieustalona osoba, której wysyłano pieniądze przekazem do kilku krajów na całym świecie. Działało tylko 80 proc. kart, ale i tak zyski grupy były znaczne. Jedna przynosiła nawet do 15 tys. zł – mówi prok. Zdanowski.

W pewnym momencie Sebastian G. zatrudnił jednego ze swoich pomagierów jako ochroniarza. Jak mówił w śledztwie, bał się, że zainteresują się nim jakieś gangi. Te jednak najwyraźniej nie wiedziały o dochodowym biznesie G. Okazuje się, że to sam organizator pozował na gangstera. Tak mówili o nim, niektórzy jego podwładni.

Przyczyną upadku grupy była zbytnia pazerność. W pewnym momencie w biznes karciany było zamieszanych ok. 20 osób. Grupa działała już niemal na skalę przemysłową. Fałszerzy namierzyli policjanci. W czasie zatrzymania Sebastiana G., w jego domu i samochodzie znaleziono podrobione karty i wyłudzone na nie towary. On sam przyznał się do wszystkiego już podczas pierwszego przesłuchania.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił właśnie do warszawskiego sądu okręgowego. Za podrabianie kart kredytowych, Sebastianowi G. grozi od 5 do 25 lat więzienia.

Na forum

Nawołując do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie możemy na dobre...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: