Nadal ciężki jest stan chorego na świńską grypę lekarza, który został przewieziony w czwartek do wrocławskiego szpitala – podały Wiadomości TVP. Niestety, w trakcie jazdy w tzw. płuco–sercu skończyło się zasilanie. Jednak dzięki szybkiej reakcji lekarzy i strażaków, transport zakończył się powodzeniem.
Chory na grypę mężczyzna to 32-letni lekarz. Od kilkunastu dni jest nieprzytomny. Pracował na oddziale ratunkowym w Kępnie, gdzie zaraził się wirusem.
–
Stan pacjenta jest bardzo ciężki, musimy sobie z tego zdawać sprawę, że on był bardzo ciężki od samego początku – mówi Wiadomościom prof. Juliusz Jakubaszko z wrocławskiego szpitala. Przywiezienie chorego z Kępna do Wrocławia było jedynym sposobem, by ratować mu życie.
Dyrektor szpitala w Kępnie dementuje informacje, że transport trwał osiem godzin. Jego zdaniem podróż trwała w sumie trzy i pół godziny. Pomyłka wzięła się stąd, że o pierwszej w nocy szpital w Kępnie zaczął przygotowania chorego do transportu, a karetka ruszyła w drogę o 5:30.
Lekarze robili wszystko, co było w ich mocy, kiedy okazało się, że baterie w ECMO rozładowały się szybciej niż zakładano. Zatrzymywali się na stacjach benzynowych i wbiegali do środka z kablem od prądu próbując ładować baterię od ratującego życie urządzenia.
Sytuację uratowali strażacy, którzy sztuczne płuca podłączyli do własnego agregatu, a karetkę wzięli na hol… i tak dojechali do szpitala.
Lekarze twierdzą, że polskie karetki nie są przystosowane do tego typu transportu chorych, ponieważ nie posiadają źródła zasilania koniecznego do działania takich właśnie urządzeń jak ECMO, czy tzw. mobilne stanowisko intensywnej terapii.