To sytuacja straszna, bez precedensu dla państwa polskiego, olbrzymia strata, a dla mnie także tragedia osobista – mówił na antenie Programu Pierwszego Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz.
Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, który był gościem Programu Pierwszego wyraził ubolewanie nad ogromną stratą, z którą będzie musiała się pogodzić cała Polska.
– To sytuacja straszna, bez precedensu dla państwa polskiego, olbrzymia strata, a dla mnie także tragedia osobista, ponieważ w zasadzie wszystkich tych, którzy zginęli znałem. Kilkanaście osób było moimi bliskimi przyjaciółmi.
– Dla nas wszystkich ta tragedia jest wskazaniem od dnia dzisiejszego, że od różnych problemów, z których wynikają konflikty jest coś ważniejszego, że są sytuacje ostateczne i o tym musimy pamiętać.
– Wydaje mi się, że o ile pierwsza tragedia w Katyniu podzieliła Polaków i Rosjan, to ta druga ich zbliży – wyraził nadzieję marszałek Senatu.
Człowiek dobry i patriotaProf. Michał Kleiber – prezes Polskiej Akademii Nauk i doradca społeczny prezydenta podczas rozmowy na antenie TVP Info wspominał prezydenta Lecha Kaczyńskiego – swojego przyjaciela jako człowieka niezwykle dobrego i mądrego, wielkiego patriotę.
– Pan prezydent był człowiekiem niedzisiejszym. Gdybym chciał w największym skrócie określić jego charakter wybrałbym dwa słowa: człowiek dobry i wzorowy patriota. To są cechy, które nie były doceniane publicznie, to są cechy, o których wiedzieli jego najbliżsi współpracownicy. – wspominał.
– Prezydent był ucieleśnieniem słów, które wypowiedział ks. Jerzy Popiełuszko „Nie jesteśmy narodem tylko na dziś”.
– Myślę, że nie ma drugiej takiej osoby, ja takiej nie znam, która by potrafiła tak mówić o Polsce. Według mnie nie był dobrym politykiem – nie potrafił być nieszczery, a w polityce często trzeba mówić do wyborców, trzeba było mówić w taki sposób aby to się podobało. Prof. Kleiber dodał, że pan prezydent był pod brzemieniem prawdy, którą chciał przekazać – zawsze mówił to co myślał.
Wspaniały opowiadacz– Był inny niż jego wizerunek publiczny i medialny. Zawsze miał opinię człowieka kostycznego, nieufnego do obcych, a tu nagle nieznany mu młody człowiek dostaje od niego propozycję zrobienia jednej z najważniejszych inwestycji w jego prezydenturze, jako gospodarza Warszawy – wspomina pierwsze spotkanie z Lechem Kaczyńskim Jan Ołdakowski. Podczas tego spotkania Lech Kaczyński postanowił powierzyć Ołdakowskiemu kierowanie pracami nad Muzeum.
– Był człowiekiem paradoksów. Bardzo dobrze poznałem go spotykając się z nim wieczorami, kiedy jako prezydent miasta kończył urzędowanie siadał z ekipa, która budowała muzeum i planował. Wtedy poznaliśmy go nie tylko jako silnego przywódcę, ale również wspaniałego opowiadacza. Był mistrzem opowiadania anegdot i historii z życia gdańskiej Solidarności lat 80 – wspomina Ołdakowski. Jego zdaniem Lech Kaczyński jeszcze jako prezydent Warszawy chciał aby muzeum i obchody, które wówczas organizowano były czymś wielkim.
– Dużo zaangażowania wkładał w rozwiązywanie wszelkich problemów politycznych i organizacyjnych. Pilnował aby urząd nam pomagał. Był dobrym szefem. Kiedy w przeddzień otwarcia muzeum pokazywaliśmy je, a było w rozsypce, on uznał, że nie zdążyliśmy na czas. Ale dopiero kiedy otwarcie poszło dobrze przyznał się, że zwątpił w nasz talent organizacyjny, ale postanowił nie robić nam przykrości – mówił Ołdakowski w TVP Info.
– Nie był dla nas surowy. Ciągle nasz zachęcał, bo miał poczucie, że 60 rocznica powstania warszawskiego jest czymś co zmieni nie tylko Warszawę ale i Polskę – mówił. – Patryjotyzm rozumiał jako sposób życia. Był z tego pokolenia, które zdrowiem nie raz ryzykowało. Patryjotyzm rozumiał jako sposób poświecenia, zaangażowania, który wymaga czegoś więcej niż tylko deklaracji. I tym kierowaliśmy się budując muzeum Powstania Warszawskiego i organizując obchody – wspominał dyrektor Muzeum.
– Bardzo przeżywał ten moment, kiedy przejmował Pałac Prezydencki. Choć dbał o to by te wszystkie osoby, z którymi współpracował, z którymi był na ty nadal tak do niego mówiły. Stwarzał się nie tworzyć bariery, która była naturalna, bo do głowy państwa mówi się przecież „Panie prezydencie”. Swoim przyjaciołom z dawnych lat przypominał by mówiły mu po imieniu. Trochę mi w tym papieża przypominał, który kiedy spotykał kolegów z czasów szkolnych mówił im by mówili do niego „Karolu”, a nie „Ojcze Święty” – opowiadał Ołdakowski.
– Jeśli moi synowie mnie kiedyś zapytają jaki był Lech Kaczyński, to odpowiem prosto – że był wielkim człowiekiem i Polska już nigdy nie będzie taka sama bez niego – mówił.