Prokuratorzy mają dowód, że Krzysztof Olewnik instruował porywaczy, co mają mówić podczas rozmowy z jego rodziną. To opinia fonoskopijna sporządzona przez biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych, a dotycząca jednej z nagranych rozmów telefonicznych ze stycznia 2002 roku. W czasie przeszukań w domach rodziny Olewników zabezpieczono ok. 300 przedmiotów.
Prokuratorzy zdecydowali się na przeszukania, bo mieli podejrzenie, że
rodzina Olewników nie przekazała wszystkich dowodów, które mogły być istotne dla sprawy. Jak poinformował w specjalnym oświadczeniu wiceszef gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej Zbigniew Niemczyk, wątpliwości w zakresie zgromadzonego materiału dowodowego oraz nowe dowody „każą podać w wątpliwość dotychczas ustaloną wersję przebiegu zdarzeń, zarówno w czasie zaginięcia K. Olewnika tj. 26-27 października 2001 r., jak i w późniejszym okresie”.
W czwartek prokuratura ujawniła także, że dysponuje nagraniem, które może
potwierdzić wersję mówiącą o tym, że Krzysztof Olewnik sam się uprowadził.
Mogłaby wskazywać na to ekspertyza nagrania rozmowy między rodziną Olewników a przedstawicielem porywaczy przeprowadzonej w styczniu 2002 roku, a więc kilka miesięcy po porwaniu, w czasie gdy Krzysztof Olewnik miał być więziony na działce w okolicach Kałuszyna.
Dzięki podsłuchowi wiadomo, że osoba znajdująca się w pobliżu telefonu, jeszcze przed rozpoczęciem połączenia, instruuje mężczyznę, który rozmawia potem z członkiem rodziny Olewników. Jak wykazały badania, osobą tą był Krzysztof Olewnik, a rozmowa przeprowadzona została w centrum Warszawy.
W przesłanym PAP krótkim oświadczeniu mecenas Jolanta
Turczynowicz-Kieryłło, obrońca Remigiusza M. oraz Macieja L. - policjantów,
którzy tuż po uprowadzeniu zajmowali się sprawą Krzysztofa Olewnika,
napisała, że nagranie, o którym poinformowała prokuratura było znane
wcześniej organom ścigania i w czasie pierwotnego śledztwa było odtwarzane
przez policjantów Włodzimierzowi Olewnikowi oraz jego zięciowi.
Turczynowicz-Kieryłło dodała, że obaj członkowie rodziny Olewnika stwierdzili przed laty, że nie poznają głosu, który według Instytutu Ekspertyz Sądowych jest głosem Krzysztofa Olewnika. ”Policjanci uważają, że w ten i na inne sposoby, które mają nadzieję zostaną wkrótce
potwierdzone, śledztwo w kierunku samouprowadzenia było świadomie utrudniane przez niektórych członków rodziny Olewnika” - napisała mecenas.
17 listopada gdańscy śledczy przeszukali zarówno dom rodziców Krzysztofa
Olewnika, jak i domy obu jego sióstr – Anny i Danuty.
Jak poinformowali śledczy, czynności te miały na celu „ujawnienie i zabezpieczenie m.in. oryginałów wszelkich nośników mogących zawierać nagrania dźwiękowe dotyczące kontaktów członków rodziny Krzysztofa Olewnika z osobami podającymi się za porywaczy, urządzeń służących do rejestracji tych nagrań, zapisów z monitoringu posesji Krzysztofa Olewnika dokonanych w październiku 2001 r. oraz nieprzekazanych do tej pory do prowadzonego postępowania karnego oryginałów listów skierowanych przez Krzysztofa Olewnika do osób najbliższych po jego uprowadzeniu”.
Prokuratorzy zdecydowali się na przeszukania, bo mieli podejrzenie, że
rodzina Olewników nie przekazała wszystkich dowodów, które mogły być istotne dla sprawy. Jak poinformował w specjalnym oświadczeniu wiceszef gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej Zbigniew Niemczyk, wskazywał na to m.in. fakt, iż w treści dwóch nagrań, którymi dysponowała prokuratura, a na których utrwalono głos Krzysztofa Olewnika, pojawiają się odpowiedzi na pytania, które nie występują na żadnym z dostarczonych śledczym nagrań.
Wątpliwości śledczych
Podejrzenia śledczych wzbudził też fakt, że - w znanych już prokuratorom
nagraniach - pojawiają się wypowiedzi, w których zarówno rodzina Olewnika,
jak i porywacze, wymieniają kwoty okupu, które nie pokrywają się z sumami
padającymi w innych nagraniach. Zdaniem prokuratorów może to być dowód, iż
rodzina Olewników prowadziła z porywaczami negocjacje, o których nigdy nie
poinformowała organów ścigania.
Kolejne wątpliwości prokuratorów wzbudziły też wyniki nieprzeprowadzanych
wcześniej, zleconych dopiero przez gdańskich śledczych, szczegółowych
ekspertyz fonoskopijnych nagrań dostarczonych przez rodzinę Olewników.
Badania te, wykazały, że część nośników przekazanych przez rodzinę nie
zawiera oryginalnych zapisów, a jedynie kopie akustyczne. Zdaniem śledczych takie kopie uniemożliwiają przeprowadzenie szczegółowych badań fonoskopijnych, który pozwalałby np. ocenić, czy w nagraniu nie dokonywano jakichkolwiek zmian.
Jak napisał w swoim oświadczeniu Niemczyk, prokuratorzy oprócz wątpliwości
dotyczących nagrań, mieli też zastrzeżenia co do tego, czy rodzina Olewników dostarczyła im wszystkie listy, jakie otrzymała od sprawców porwania.
Śledczy mają także podejrzenia, że na terenie posesji oraz w domu Krzysztofa Olewnika w 2001 r. mógł - wbrew zapewnieniom rodziny - działać monitoring. Zdaniem prokuratorów wskazuje na to wiele przesłanek.
Włodzimierz Olewnik w oświadczeniu przekazanym 17 listopada PAP zapowiedział, że na prokuratorskie postanowienie o przeszukaniu złoży zażalenie. Olewnik podkreślił, że przeszukania w jego domu i członków jego rodziny „nie miały żadnego uzasadnienia faktycznego i podstaw w zgromadzonym materiale dowodowym”. Według niego to „kolejna próba dyskredytowania” jego rodziny.
Olewnik zapewnił też, że wszelkie oryginalne nośniki nagrań dźwiękowych
dotyczące kontaktów członków jego rodziny z porywaczami Krzysztofa „były na
bieżąco przekazywane organom ścigania”. „Zarówno ja, jak i członkowie mojej rodziny, nie dokonywaliśmy żadnej ingerencji w przekazane organom ścigania nośniki” – podkreślił w oświadczeniu Olewnik.
Zaznaczył, że nie istnieje żaden zapis z monitoringu posesji domu jego syna, „gdyż takiego monitoringu w 2001 r. nie było”. Olewnik zapewnił też, że przekazał organom ścigania oryginały wszystkich listów pisanych przez jego syna w okresie, gdy ten był przetrzymywany przez porywaczy.
W ocenie Włodzimierza Olewnika hipoteza o samouprowadzeniu jest
nieprawdopodobna. Jego zdaniem, hipoteza ta „jest najwygodniejsza dla
wszystkich organów”, które prowadząc śledztwo w sprawie uprowadzenia i
zabójstwa Krzysztofa Olewnika, popełniały błędy.
Po przejęciu śledztwa w 2008 r. gdańscy prokuratorzy przeprowadzali m.in. powtórną
analizę akt oraz dowodów zebranych w czasie dotychczasowych postępowań w tej sprawie. Przeprowadzono też ponowne przesłuchania osób związanych ze sprawą oraz przeszukania istotnych dla śledztwa miejsc, w tym m.in. położonego w podpłockim Drobinie domu ofiary.
Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło w październiku 2001 roku. Sprawcy
porwania kilkadziesiąt razy kontaktowali się z rodziną Olewnika, żądając
okupu. W lipcu 2003 r. porywaczom przekazano 300 tys. euro okupu, jednak
Krzysztof Olewnik nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po
odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany.