– Żona wróciła do domu po pieluchy. To wtedy musiało się to stać – tak o śmierci półrocznej Magdy z Sosnowca w rozmowie z radiem RMF mówi ojciec dziewczynki. Bartłomiej Waśniewski podkreśla, że kiedy pomagał żonie wynosić z mieszkania wózek z dzieckiem, ich córka jeszcze żyła.
Pytany, czy wierzy w nieszczęśliwy wypadek, odpowiada:
– Ciężko teraz powiedzieć, w co się wierzy.
– Nie wiem, co się stało. Nie było mnie wtedy z żoną w mieszkaniu. Z tego, co wiem, to ona wróciła do domu po pampersy – opowiada w rozmowie z rozgłośnia. Twierdzi, że rozstali się z żoną „jakieś pięć minut po wyjściu z domu – my skręciliśmy w lewo, żona poszła w prawo. On pojechał do rodziców po drzewo, a jego żona poszła pieszo do swojej matki. To wtedy miała wrócić do domu po pieluchy.
–Weszła na górę i widocznie wtedy musiało się to stać – powiedział Bartłomiej Wiśniewski.
Ojciec Magdy podkreśla, że kiedy znosili z żoną wózek, Magda jeszcze żyła:
– Sąsiedzi nas widzieli. Nie wiem, skąd te domniemania, że mieliśmy z tym coś wspólnego.
Pytany, czy wierzy w słowa żony, że to był nieszczęśliwy wypadek, odpowiada:
– Ciężko teraz powiedzieć, w co się wierzy. Przez tyle dni żyliśmy z rodziną w kłamstwie – i to takim bardzo perfidnym. – Już od pierwszych czynności podejrzewaliśmy, że matka zaginionej Magdy nie mówi prawdy. Twierdziła, że w momencie zniknięcia dziecka straciła przytomność, jednak po wstępnej obdukcji lekarze wydali opinię, że obrażenia nie świadczą o urazach, które mogłyby być przyczyną utraty przytomności – powiedział gen. Marek Działoszyński, Komendant Główny Policji, gość Kontrwywiadu RMF FM.
Tępy uraz tyłogłowia był przyczyną śmierci półrocznej Magdy z Sosnowca – wynika ze wstępnych wyników sekcji zwłok. Przedstawiła je w poniedziałek prowadząca śledztwo katowicka prokuratura.
Półroczna Magda zaginęła 24 stycznia br. Początkowo jej matka utrzymywała, że dziewczynka została porwana. W sprawę zaangażował się Krzysztof Rutkowski. To on w miniony czwartek nagrał swoją rozmowę z kobietą, podczas której powiedziała mu, że dziecko zginęło w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Katarzyna W. zeznała, że dziecko miało upaść na podłogę i uderzyć o próg w mieszkaniu. W piątek wieczorem – już policjantom – pokazała miejsce ukrycia zwłok Madzi. W sobotę usłyszała zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka i została aresztowana na dwa miesiące.