Wiadomość została wysłana.
W swoim expose premier Donald Tusk zapowiedział stopniowe wydłużanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67 lat. Przeciw temu pomysłowi protestują m.in. politycy SLD. Rozpoczęli wczoraj akcję zbierania podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie reformy emerytalnej.
Jednak zdaniem Pawła Grasia na referendum nie ma szans. – Gdybyśmy w przeszłości poddali pod referendum plan Balcerowicza, reformy nigdy nie weszłyby w życie. Po to co cztery lata obywatele decydują, kto ma ich reprezentować, by te osoby brały odpowiedzialność za trudne decyzje – wyjaśnił.
Zdaniem rzecznika rządu, reforma sytemu emerytalnego jest niezbędna. – Walczymy o wiarygodność Polski na świecie i w Europie – wyjaśnił. – Przed powstaniem projektu będziemy dyskutować z różnymi gremiami. Pan premier spotka się m.in. radą programową Kongresu Kobiet. Wiemy, że kobiety to nie tylko praca zawodowa, ale też praca w domu, wychowanie dzieci – zaznaczył.
Paweł Graś negatywnie odniósł się do pomysłu koalicyjnego PSL, które proponuje, by wiek emerytalny kobiet ulegał zmniejszeniu w zależności od liczby urodzonych dzieci. – Mamy poważne wątpliwości konstytucyjne, czy można uzależniać wiek emerytalny od posiadania dzieci, co nie przeszkadza, by o różnego rodzaju ułatwieniach, ulgach rozmawiać przy okazji innych rozwiązań społecznych, a nie tylko ustawy emerytalnej – zaznaczył.
Na antenie TVP1 rzecznik rządu odniósł się też do rozmów na temat przyszłości lewicy, które z Januszem Palikotem chce prowadzić były prezydent Aleksander Kwaśniewski. – Musi uważać, co mówi, bo nie może być pewien, czy za rok czy dwa ustalenia nie staną się tematem kolejnej książki Palikota – przestrzegł. Dodał jednak, że w „każdym demokratycznym kraju rząd potrzebuje opozycji”. – Ważne, by była to opozycja z którą można rozmawiać. Taki partner, jak Kwaśniewski daje gwarancje, że będzie to dyskusja o faktach, a nie o emocjach – powiedział.
Paweł Graś nawiązał też do reorganizacji sądów, którą szykuje Ministerstwo Sprawiedliwości. Opozycja twierdzi, że mogą to być przymiarki do likwidacji wybranych powiatów. – Reforma dotyczy tylko sądownictwa. Nie ma nic wspólnego z pomysłem likwidacji powiatów. Nie ma takiego projektu zapisanego w planach rządowych – powiedział.