Najmodniejsze garnitury, luksusowe samochody zmieniane co kilka tygodni, wizyty w drogich hotelach i luksusowych agencjach towarzyskich oraz spotkania z czołówką polskiego biznesu. Tak właśnie Ryszard Bogucki ukrywał się od 1997 r. przed policją, o czym nie omieszkał pochwalić się w śledztwie w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały.
Przez kilka lat śledztwa Bogucki nie był zbyt rozmowny. Dopiero w ubiegłym roku, tuż przed skierowaniem aktu oskarżenia do sądu, zaczął przedstawiać swoją wersję wydarzeń. Oczywiście jak twierdzi, ze spiskiem na życie gen Papały nie miał nic wspólnego. Bogucki chciał zaprezentować swoje alibi, ale przy okazji wyjawił niektóre mechanizmy funkcjonowania polskiego półświatka. Słuchając jego zeznań, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w latach 90 gangsterzy nie bardzo byli się policji. Nawet gdy byli ścigani listami gończymi.
Gangsterski salon samochodowy
W połowie 1997 r. Bogucki, który od kilku lat odpowiadał przed sądem za wyłudzenia, doszedł do wniosku, że sprawa idzie złym dla niego kierunku. Wtedy pojawił się u swojego znajomego – Nikodema Skotarczaka ps. Nikoś, bossa trójmiejska półświatka. –
Potrzebowałem fałszywych dokumentów. Dałem Nikodemowi 30 tys. dolarów- 5 tys. na prawo jazdy i 25 tys. jako depozyt za auta, które od niego pożyczałem – mówi Bogucki.
Jak na ukrywającego się przed policją przestępcę, Bogucki raczej nie unikał rzucania się w oczy. Jeździł porsche 911, porsche 928, mercedesami klasy S, saabem 900, jaguarem i nowymi modelami BMW. Jakby tego było mało, początkujący gangster wybierał auta w charakterystycznych kolorach: np. fioletowym. -
Do mojego wizerunku: dobrego garnituru pasował dobry samochód – wyjaśniał z rozbrajającą szczerością.
Bogucki nie zdradził skąd „Nikoś” brał limuzyny. Można tylko domniemywać, że musiały pochodzić z legalnego źródła, bo ścigany listem gończym eksbiznesmen nie ryzykowałby aż tak bardzo wpadki.
Projekty z szarej strefy
Limuzyny, eleganckie garnitury były potrzebne Boguckiemu do realizowania „projektów biznesowych”. Tak właśnie określał mroczne interesy. Oczywiście zeznając przed prokuratorem ani razu nie powiedział o żadnym przestępstwie, jakie przypisywała mu policja. Choć nie krył, że wynajmował zawodników kadry Polski w zapasach do „zatrzymywania i transportowania przedsiębiorców, którzy nie rozliczali się ze wspólnikami”. Bogucki przyjmował także zlecenie na windykację długów, w której również pomagali mu kadrowicze. Stawki gangstera były wysokie – połowa ściąganego długu. Rzekomo miał sukcesy. Jak je osiągał, tego nie zdradził. Bogucki opowiadał także jak załatwiał różnym biznesmenom koncesje np. na salony samochodowe. Wśród osób, z którymi miał styczność wymieniał m.in. Grażynę Kulczyk, Krzysztofa Habicha (ten biznesmen przyznał się do bliskiej znajomości z bossem gangu wołomińskiego Wiesławem N. ps. Wariat). –
Znam wielu biznesmenów i polityków, ale nie będę wymieniał ich nazwisk, bo nie chce im sprawiać problemów - dodawał Bogucki przed sądem.
„Projekty” przynosiły Boguckiemu rocznie nawet 300-400 tys. zł. Przynajmniej tak twierdzi oskarżony. Czemu ujawnia sumy? Bo wie, że urząd skarbowy już nic mu nie może zrobić.
Osobiści kadrowicze
Przebojowy biznesmen w Polsce lat 90. musiał mieć ochronę. Własnych bodyguardów zafundował sobie i Bogucki. Do 1993 r. bezpieczeństwa biznesmena pilnowali policyjni antyterroryści . I znów Bogucki nie wyjaśnił, czy funkcjonariusze wówczas dorabiali u niego nielegalnie czy też służbę w policji mieli już za sobą. Później, gdy Bogucki zaczął mieć problemy z prawem zbliżył się do zapaśników, których dyscyplinę hojnie sponsorował. Od 1997 aż do ucieczki gangstera do Meksyku towarzyszyli mu często zapaśnicy. Wśród nich byli członkowie kadry Polski. Płacił im 100 zł za dzień pracy. –
Narzekali, ale dlaczego miałem płacić im więcej. Jak się zgodzili na 100 zł, to ich sprawa – wyjaśniał Bogucki.
Gangster nawet gdy był już poszukiwany, często gościł w sportowym ośrodku w Cetniewie. Towarzyszył sportowcom podczas przygotowań do olimpiady w Sydney.
Będą niespodzianki
Ryszard Bogucki zapowiada, ze w czasie procesu w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały ujawni wiele interesujących faktów, w tym dowodów na manipulację ze strony prokuratorów. Śledczy twierdzą, że są spokojni i zapowiadają, że proces przyniesie jeszcze wiele odpowiedzi na temat funkcjonowania półświatka i biznesu w latach 90.