Migalski opublikował swój list w serwisie salon24.pl. Eurodeputowany podkreśla, że pismo jest „dramatyczną próbą podjęcia debaty przed nadchodzącymi wyborami samorządowymi i parlamentarnymi". Pisze, że chodzi mu o uniknięcie przegranych, które byłby już „piątą i szóstą z rzędu przegraną formacji w konfrontacji z Platformą Obywatelską”.
Eurodeputowany wyraża przekonanie, że rząd Donalda Tuska jest „słaby, niekompetentny, ślamazarny, inercyjny, stagnacyjny i gnuśny", ale – jak zaznacza – może taki być, bowiem nie musi się obawiać opozycji. Migalski jest zdania, że sytuacja taka w dużej mierze jest winą Jarosława Kaczyńskiego.
Zwraca również uwagę, że to prezes PiS zajmuje w rankingach braku zaufania do polityków jedne z najwyższych lokat. Przyznaje jednocześnie, że choć nie jest to sprawiedliwe, to „trzeba uznawać również fakty społeczne”.
Migalski stawia zarzut, że ogromny kapitał ludzkiego zaufania, który Jarosław Kaczyński zgromadził w ciągu ostatnich miesięcy, jest obecnie „trwoniony”, a ci, którzy zagłosowali na PiS po raz pierwszy, zastanawiają się, czy dobrze zrobili.
Eurodeputowany opowiada się za powrotem do stylu, jaki PiS prezentował przed wyborami prezydenckimi. Uważa, że utrzymanie tamtego języka, tamtego stylu i sposobu komunikowania się z wyborcami gwarantowały partii zwycięstwo w najbliższych wyborach parlamentarnych.
Migalski nie zgadza się z sytuacją, w której – jego zdaniem – przekaz Prawa i Sprawiedliwości ogranicza się jedynie do poruszania kwestii krzyża ustawionego przed Pałacem Prezydenckim oraz katastrofy smoleńskiej. Przekonuje, że powinien on być uzupełniany o komunikaty o podwyższaniu podatków przez obecny rząd i o uzależnianiu nas od rosyjskiego gazu.
Marek Migalski uważa również, że Prawo i Sprawiedliwość staje się partią coraz bardziej ekskluzywną. Jego zdaniem, PiS musi zaś zacząć być partią nowoczesną, demokratyczną, otwartą, zdepersonalizowaną, pluralistyczną, otwartą na dyskusję, mającą jasne kryteria awansu.