Śledztwo w sprawie śmierci 7-latka, który
zginął porażony prądem z niezabezpieczonego przewodu elektrycznego
na skwerze między kamienicami w centrum Bytomia, wszczęła tamtejsza
prokuratura.
Prokurator rejonowy w Bytomiu Artur Ott poinformował, że śledztwo
prowadzone jest pod kątem nieumyślnego spowodowanie śmierci człowieka, za co
może grozić kara od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.
Na osiedlu przy ul. Rajskiej trwają prace związane z ocieplaniem budynków. Robotnicy postawili tam barak, gdzie trzymają narzędzia. Kabel jest doprowadzony właśnie do tego budynku (rozpięto go na wysokości trzech metrów), ogrodzonego metalowym płotem.
Najprawdopodobniej kabel miał przebicie i dotykał metalowego ogrodzenia, powodując, że było ono pod napięciem. Chłopczyk został porażony, gdy dotknął płotu.
Na ratunek 7-latkowi przybiegł ojciec; został niegroźnie porażony prądem. Mężczyzna zaczął reanimować syna, później akcję kontynuowali pracownicy pogotowia. Próba ratowania życia dziecka trwała blisko godzinę.