Właściciel gabinetu Italian Dent w Krakowie stanął właśnie przed sądem. Prokuratura zarzuca mu oszukiwanie pacjentów i leczenie zębów, mimo że nie jest stomatologiem. Nic więc dziwnego, że lista osób, które mają problemy po leczeniu w jego gabinecie jest bardzo długa.
Razem z „podrabianym dentystą ” przed sądem stanęła współwłaścicielka krakowskiej przychodni. Ewa P. została oskarżona o współudział w oszustwie.
Zdaniem prokuratury, praktykami włoskiego lekarza, który nie był
stomatologiem i nie miał uprawnień do leczenia w Polsce, pokrzywdzonych w
latach 2004-2006 zostało 17 osób. Za usługi dentystyczne zapłacili łącznie 263 tys. zł.
Osób poszkodowanych może być jednak o wiele więcej. Do prokuratury ciągle zgłaszają się kolejni klienci Italian Dent. Rozpoczynający się proces dotyczy bowiem tylko spraw z okresu od lutego 2006 do lipca 2007 r.
– Straciłam zdrowie, pieniądze, firmę, pracę. Ci ludzie zniszczyli mi życie – mówi jedna z pacjentek.
– To, co zepsuli, było nie do uratowania – mówi z żalem. Za zabiegi u Włocha kobieta zapłaciła aż 26 tys. zł.
Oszustwa, o które podejrzany jest Salvatore P., dotyczą m.in. braku
stosownych uprawnień lekarskich i jakości zastosowanych w leczeniu
materiałów.
O usługach świadczonych w gabinecie pacjenci mogli dowiedzieć się z ogłoszeń w prasie i internecie. Oferowano m.in. wykonanie protez z akrylu i
uszlachetnionych włoskich materiałów, które miały mieć dożywotnią gwarancję
trwałości. W gabinecie obiecywano też np. „100-procentowe leczenie
paradontozy”.
Koszt usług stomatologicznych był przy tym dość wysoki – np. za wykonanie
protez pacjenci płacili od 19 do 30 tys. zł.
Nieprawidłowe stosowanie materiałów protetycznych powodowało, że wykonane
protezy rozpadały się po kilku miesiącach, a inne zabiegi stomatologiczne nie były skuteczne i mogły nawet stanowić zagrożenie dla zdrowia pacjentów. Z opinii biegłych wynika, że w gabinecie do wykonania protez stosowano
najtańsze na rynku materiały.
Salvatore Z. nie ma sobie nic do zarzucenia. Korzystając z prawa do odmowy
wyjaśnień, spowodował odczytywanie swoich wyjaśnień złożonych w śledztwie przez sędziego.
Do winy nie przyznała się także właścicielka prywatnej przychodni Ewa P.
Obojgu oskarżonym grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności. Na następnej
rozprawie sąd rozpocznie przesłuchiwanie świadków.