Wiadomość została wysłana.
Emil Wąsacz był ministrem skarbu państwa w rządzie Jerzego Buzka. Wniosek o postawienie go przed Trybunałem Stanu Sejm przyjął w lipcu 2005 roku. Zdaniem wnioskodawców, Wąsacz miał nie dopełnić obowiązków przy prywatyzacji Domów Towarowych Centrum, Telekomunikacji Polskiej oraz Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń.
Sprawa przed Trybunałem ruszyła co prawda w 2006 roku, ale od razu została umorzona z powodów formalnych. Kilka miesięcy później Trybunał postanowił o ponownym rozpatrzeniu sprawy, ale mimo to rozprawa znów nie ruszyła. Powód? Po wyborach parlamentarnych w 2007 roku Sejm nie potrafi wyłonić ze swojego grona dwóch przedstawicieli, którzy mieliby się zająć sprawą Emila Wąsacza.
Na początku 2008 roku co prawda przedstawicieli wybrano: Andrzeja Derę z PiS i Jan Widackiego z SLD. Widacki szybko jednak się wycofał. – Fakt nie wybrania nikogo w miejsce posła Widackiego obciąża marszałków Sejmu z Platformy Obywatelskiej: Bronisława Komorowskiego i Grzegorza Schetynę – mówi portalowi tvp.info poseł Andrzej Dera. – Bezczynność marszałków bez wątpienia wiąże się z faktem, że Emil Wąsacz był ministrem w rządzie Buzka. W skład rządu wchodził też Bronisław Komorowski. Ta ekipa jest obecnie zapleczem PO – tłumaczy.
Te zarzuty politycy PO uważają jednak za bezpodstawne. – Trudno cokolwiek zarzucać Platformie Obywatelskiej, bo wniosek wstępny o postawienie Emila Wąsacza przed Trybunałem przygotowały dwa ugrupowania: PSL i SLD. To one powinny wyznaczyć przedstawicieli – mówi Michał Stuligrosz z PO, wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, która zajmuje się wnioskami o postawienie przed Trybunałem Stanu. – Na początku kadencji marszałek wezwał kluby poselskie do delegowania przedstawicieli do Trybunału Stanu. Wspomniane ugrupowania nie stanęły jednak na wysokości zadania – dodaje.
Przedstawicielem Sejmu nie może zostać każdy poseł. Musi być prawnikiem posiadającym uprawnienia do występowania przed sądem. Postępowania w sprawach prywatyzacyjnych w dodatku nie należą do najłatwiejszych. Czy posłowie nie zgłaszają się więc z czystego lenistwa? – To nie jest wykluczone, choć prawdziwe powody niechęci do kontynuowania rozpoczętego przed laty postępowania są dla mnie niejasne – mówi poseł Stuligrosz.
Niezależnie od powodów, dla których Sejm nie wyłania swoich przedstawicieli, sytuacja jest korzystna dla samego Emila Wąsacza. Jego sprawa przedawni się w dziesięć lat od momentu rozpoczęcia postępowania przed Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Termin upływa w połowie przyszłego roku. Gdyby postępowanie ruszyło już teraz, zakłóciłyby je dodatkowo wybory parlamentarne. Po każdych wyborach Sejm modyfikuje bowiem skład Trybunału.
Emil Wąsacz jest obecnie prezesem firmy Stalexport Autostrady S.A. W jednym z wywiadów mówił, że jego sprawa „ciągle nad nim wisi” i chciałby ją zakończyć.
Wiktor Ferfecki