Tory będą po remoncie jak nowe, tabor został zakupiony, ale nikt do tej pory nie pomyślał o unowocześnieniu sieci trakcyjnej. Skutek? Pendolino – szybki pociąg, który pasażerów ma wozić z Warszawy do Gdańska w dwie i pół godziny – na razie nie pojedzie.
Za niecałe trzy lata na torach mają pojawić się nowoczesne pociągi Pendolino, nie tylko z wybrzeża do stolicy, ale dalej w kierunku południowym do Krakowa i Katowic. Lepsze, szybsze i nowoczesne pociągi potrzebują większej mocy prądu. Znacznie większej od tej, która dostarczana jest przez już istniejące trakcje. Jak podkreśla profesor Marek Sitarz z Politechniki Śląskiej w Gliwicach, żeby osiągnąć wyższe prędkości trzeba zmienić cały system energetyczny tej linii.
Pociągi Pendolino mogą jeździć nawet 250 km/h. W Polsce jednak taka prędkość nie będzie możliwa, bo po pierwsze zakupiliśmy tabor bez pudeł wychylnych, a po drugie tory nie są do tego dostosowane. Planowano więc, że nowoczesne składy w Polsce będą osiągać prędkość 220km/h. Jednak bez odpowiedniego dopływu prądu może być to tylko 180km/h. Obecnie jeżdżące osiągają niewiele mniejszą prędkość – 160. Tyle, że Pendolino kosztowały nas pół miliarda euro.
PKP przyznaje, że prace nad zbudowaniem odpowiednich podstacji energetycznych dopiero się rozpoczną.
– Na dniach podpiszemy umowę na modernizację i budowę dwudziestu siedmiu podstacji trakcyjnych – mówi Maciej Dutkiewicz z PKP PLK.
Mniej optymistyczni są eksperci. Adrian Furgalski z zespołu doradców TOR uważa, że termin trzech lat jest nierealny. Bardziej realne są kłopoty z Unią Europejską, która do projektu wartego 14 miliardów dokłada 8.
Plany dotyczące Pendolino były optymistyczne. Nowoczesne, szybkie pociągi początkowo miały zawieźć kibiców na Euro 2012. Potem termin przesunięto na 2014 rok. Czy tego terminu po raz kolejny kolej nie zmieni? Wszystko zależy od prądu.