O kilkadziesiąt centymetrów do końca stulecia podniesie się poziom oceanów – alarmują naukowcy. Ta prognoza ma związek z topnieniem lodu w rejonach polarnych. Do niedawna wydawało się, że klimat Antarktydy
jest niezależny od wzrostu temperatury w innych częściach
globu. Najnowsze dane obalają mity.
Raport sporządzony przez 300 naukowców z różnych krajów świata, stwierdza, że antarktyczny lód topnieje. To, w połączeniu z topniejącą pokrywą arktyczną, kurczącymi się lodowcami i rozszerzaniem się wody pod wpływem ciepła, będzie skutkowało łącznym wzrostem poziomu wód rzędu 140 centymetrów – sugerują autorzy dokumentu.
– Jeśli temperatura podniesie się do 2050 roku o 0,5-2 stopnie Celsjusza, jest możliwe, że poziom mórz stopniowo podniesie się wtedy o pół metra, pociągając za sobą istotne straty finansowe – potwierdza Ulrike Saul ze szwajcarskiego oddziału WWF.
Naukowcy oceniają, że lody wschodniej Antarktyki od kwietnia 2002 roku do stycznia 2009 roku traciły od 5 do 109 gigaton masy lodowej rocznie; tempo to wzrosło od 2006 roku.
Chociaż na wschodzie Antarktydy odnotowano związane z dziurą ozonową ochłodzenie, taki trend nie będzie trwał wiecznie. Jeśli nic się nie zmieni cały region antarktyczny może tracić rocznie 113-167 gigaton lodu, a sama tylko Antarktyka Zachodnia – 106-158 gigaton.
Dokument opublikowano w przypadającą dziś 50. rocznicę podpisania Traktatu Antarktycznego, który określa status polityczny tego kontynentu.