Najpierw zatrzymała tramwaj, a kilka dni później Lecha Wałęsę z tłumem stoczniowców kończących „swój” zwycięski strajk – nikomu nieznana motornicza z gdańskiego WPK. siedzibie Krytyki Politycznej w Warszawie odbyła się promocja książki o Henryce Krzywonos.
Wystąpienie Henryki Krzywonos-Strycharskiej na rocznicowym zjeździe „Solidarności” wzbudziło wiele emocji. Sama bohaterka promuje dziś w stolicy swoją biografię.
–
Napisałam o osobie, która całym życiem realizowała ideały Solidarności – powiedziała Agnieszka Wiśniewska, autorka biografii. –
Pisząc o Henryce Krzywonos uświadomiłam sobie, że to jedna z niewielu postaci, która całym życiem realizowała idee Solidarności. To godne najwyższego podziwu, piękne. Przez całe życie realizowała się w pomaganiu innym, słabszym. Ma niezwykłe poczucie sprawiedliwości, a przy tym wielką siłę – dodała Wiśniewska.
W promocję książki zaangażowała się była Pierwsza Dama Jolanta Kwaśniewska, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Dorota Gardias, autorka książki Agnieszka Wiśniewska oraz sama Henryka Krzywonos.
Wstęp do biografii napisała Kazimiera Szczuka.
„Ten tramwaj dalej nie pojedzie”
W piątek 15 sierpnia 1980 r. Henryka Krzywonos miała kurs „piętnastką”. Znała na pamięć całą trasę, każdy mijany dom, sklep, drzewo. Wiedziała, że w sierpniowy poranek tramwaj będzie wypełniony robotnikami.
„Stocznia strajkuje” – usłyszała motorniczy i zamarła. Wiele razy słyszała o strajkach, zastanawiała się, co ona by zrobiła. I wtedy pojawiła się myśl: „Teraz muszę”.
„Zrobić coś, pomóc, sprzeciwić się, zamanifestować, poprzeć. Stanąć. Zatrzymać tramwaj. Po prostu. Nie takie znowu po prostu, przecież pasażerowie ją zlinczują. Nie stawać. Ludzie do pracy jadą, śpieszą się. Stanąć. Gdzie? Pod Operą Bałtycką. Jak tam stanie, to inne tramwaje też staną. Nie będzie przelotu na miasto. Tylko „dziesiątka” do portu dojedzie. Do opery jeszcze sześć przystanków. Strach. Jak nie teraz, to kiedy? Pięć przystanków. Nie stawać. Po co ryzykować? Stanąć. Cztery przystanki. Robotnicy zrozumieją. Nerwy. Stanąć. Trzy przystanki. O matko, jak ta panna na wydaniu – będzie wzięcie, nie będzie wzięcia. Dwa przystanki. Nie stawać. Pobiją mnie. Jak ja się boję bicia. Opera” – opisuje natłok myśli Henryki Krzywonos autorka biografii.
– Ten tramwaj dalej nie pojedzie – mówi motornicza, której słowa wywołują falę narzekań na częste awarie.
– Stajemy, bo Stocznia stoi. Trzeba poprzeć strajk stoczniowców – dodaje. Ludzie zaczęli klaskać.
„Byłam zielona jak ogórek”
– Pamiętam, że podszedł do mnie mężczyzna, który powiedział, że nazywa
się Zdzisław Kobyliński i jest pracownikiem PKS. Dzień później spotkałam go
już w stoczni. Razem byliśmy członkami Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego – wspomina Krzywonos.
– Na pętli zatrzymywały się kolejne tramwaje. Zjechaliśmy do bazy i od tego
momentu rozpoczęliśmy strajk komunikacji miejskiej. Wspieraliśmy Stocznię.
Przyznaję, że nie miałam wówczas pojęcia o polityce. Byłam zielona jak ogórek – dodaje.
Dzień później wraz z kilkoma innymi
kobietami zatrzymywała stoczniowców wracających do domu.
– W stoczni znalazłam się przypadkowo. Pierwotnie miał nas tam
reprezentować kolega, który nie dojechał. W związku z tym zdecydowano, że to
ja pojadę. Pojechałam. Na miejscu okazało się, że stocznia właśnie kończy
strajk. Przed bramą wskoczyłam na wózek akumulatorowy i zaczęłam krzyczeć do
wychodzących. Byłam zdenerwowana, bałam się, nie wiem, co krzyczałam. Podobno
mówiłam, jak się nazywam, z jakiej jestem firmy. Prosiłam o pozostanie na
strajku – mówi dziś Henryka Krzywonos-Strycharska.