Kobiety i dzieci to najbardziej uciskana i dyskryminowana grupa społeczna. Doświadczają przemocy fizycznej, psychicznej i ekonomicznej. W zdominowanej przez mężczyzn przestrzeni publicznej i prawnej nie znajdują opieki i wsparcia. Będąc ofiarami ponoszą konsekwencje społeczne i prawne. Czy przepisy chroniące ofiary przemocy domowej staną się radykalniejsze? Pakiet zmian forsują Platforma Obywatelska i Sojusz Lewicy Demokratycznej. Dla sprawców tych czynów domagają się nawet eksmisji – donosi „Dziennik Gazeta Prawna".
W Polsce o zjawisku przemocy domowej mówimy zaledwie od kilku lat. W krajach zachodnich takie pojęcia, jak przemoc domowa czy przemoc w rodzinie wprowadzono kilkanaście lat wcześniej. Statystyczny Polak w dalszym ciągu stereotypowo zjawisko to łączy jedynie z tzw. rodzinami z marginesu społecznego. Tymczasem staje się ono coraz powszechniejsze, podczas gdy rodziny patologiczne stanowią zaledwie niewielki procent społeczeństwa.
Przemoc domowa nie jest wcale zjawiskiem marginalnym, wręcz przeciwnie – dotyka coraz większej liczby rodzin, a jej ofiarami są najczęściej kobiety i dzieci. Świadczą o tym znamiennie smutne statystyki: co piąty Polak przyznaje się, że bije swoje dzieci, 63 proc. badanych było w dzieciństwie karanych klapsami, 38 proc. pasem lub w inny sposób.
Każdego roku zgłaszanych jest do sądów kilkanaście tysięcy spraw o znęcanie się nad rodziną. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej, w tym samym czasie policja rejestruje około miliona tzw. awantur w rodzinie, podczas których dochodzi do przemocy. Kilkanaście procent dorosłych kobiet przyznaje, że przynajmniej raz zostały uderzone przez męża, 9 proc. doświadczyło przemocy wielokrotnie, a 51 proc. zna osobiście lub spotyka w swoim otoczeniu kobiety bite przez mężów.
Do rodzajów przemocy zaliczmy również zaniedbanie. Kiedy rodzice nie interesują się dzieckiem, pozostawiają go bez opieki narażając tym samym na rozmaite niebezpieczeństwa faktycznie stosują wobec niego przemoc psychiczną, gdyż dają mu do zrozumienia, ze nic dla nich nie znaczy.
I mimo iż jest przestępstwem ściganym z urzędu, czyli organy ścigania same powinny wszczynać postępowania po otrzymaniu informacji z jakiegokolwiek źródła, praktyka jest zupełnie inna. Bez współpracy ofiary, dla której sprawca jest najczęściej osobą najbliższą sprawa nie ma szans na skierowanie do sądu.
Zdecydowane nie „damskim bokserom”
Odpowiedzią na taki stan ma być nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Prace nad nią trwają od ubiegłego roku i właśnie wkraczają w decydującą fazę. W pakiecie zmian jest nie tylko zakaz bicia dzieci i prawo odbierania ich rodzicom przez pracowników socjalnych, ale także eksmisja sprawcy przemocy.
To pewne nowum, gdyż swego czasu Pełnomocnik Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn Magdalena Środa mówiła, że „oprawca musi być eksmitowany z domu, by nie stwarzać zagrożenia dla domowników” posłowie pytali „a gdzie ten mężczyzna się podzieje? Przecież nie wyrzucimy go na bruk!”.
Czy posłom Po i SLD uda się przeforsować nowe prawo? – nie wiadomo. Ponieważ jednak zjawisko przemocy domowej nie zależy od statusu materialnego czy społecznego rodziny (w równym stopniu dotyczy rodzin robotniczych, jak i inteligenckich) i szerzy się z różnym natężeniem na wsi i w mieście walka z nim powinna zostać podjęta jak najszybciej. Sytuacja nie rozwiąże się bowiem sama.