Tim i Patricia Austin przeszukiwali ulice miasta Portsmouth na południowym wybrzeżu Anglii, po tym jak rudzielec nie wrócił w do domu w zeszły piątek. Nie zdawali sobie sprawy z tego, że kociak udał się do Bilbao.
Państwo Austin cieszą się, że Sandi jest cały i zdrowy, ale kot musi zostać na kontynencie przez sześć miesięcy – przed powrotem do Wielkiej Brytanii czeka go kwarantanna.
Para natychmiast po zniknięciu kota zaczęła rozklejać w okolicy plakaty ze zdjęciem ulubieńca w nadziei, że ktoś pomoże im w poszukiwaniach. Niestety – bez skutku.
Jakież było zdziwienie Austinów, gdy w końcu otrzymali telefon z informacjami na temat miejsca pobytu ukochanego zwierzątka. Nie zadzwonił jednak nikt z sąsiadów, a pewien Hiszpan.
Sandiego zauważono na pokładzie promu P&O Pride of Bilbao podczas jego sobotniego rejsu. P&O to znana marka turystyczna. P&O Ferries oferuje gamę połączeń promowych i mini rejsów wycieczkowych po Europie.
„Wiemy, że nasz kot sam nie wszedłby do obcego samochodu, albo ciężarówki z nieznajomymi – nawet nam ciężko go do tego przekonać. Musiał więc uciec z samochodu, gdy tylko ktoś otworzył drzwi. Wtedy pobiegł na prom” – mówi 67-letni pan Austin, który jest przekonany, że kotek musiał zostać porwany z ulicy przed domem.
„To, że wrócił, to zasługa tego, że ma wszczepiony mikrochip – bez tego pewnie by go po prostu uśpili” – dodaje.
„A załoga P&O jest fantastyczna. Dobrze się nim zajęli” – cieszy się właściciel.
„O kocie dowiedzieliśmy się, gdy załoga P&O zadzwoniła z pytaniem, co zrobić ze znalezionym kotem. Powiedzieliśmy im, by jak będą mogli, sprawdzili, czy nie ma wszczepionego chipa. Gdy to zrobili, mogli podać nam wszystkie dane zwierzęcia”– relacjonuje Matt Ford z Animal Health, rządowej organizacji zajmującej się bezpieczeństwem zwierząt.
„To my zadzwoniliśmy do Austinów – te kilka dni były dla nich straszne. Oczywiście bardzo się ucieszyli i zareagowali emocjonalnie na wieść o tym, że ich kot jest cały i zdrowy” – dodaje.
Brian Rees, rzecznik P&O mówi, że, gdy znaleziono kota, traktowano go jak VIP-a. Miał własną kabinę, a żywił się kurczakiem i łososiem. „Myślę, że większość członków załogi bawi się z nim i przytula – niechętnie się z nim rozstaną” – wyznaje.