Armia Stanów Zjednoczonych jest gotowa na przyjęcie homoseksualnych żołnierzy. Tak przynajmniej deklaruje jej sekretarz, John McHugh. Propozycję zniesienia dyskryminacji w amerykańskim wojsku poparł także Biały Dom i Pentagon. To ogromny przełom społeczny, bowiem do tej pory w US Army obowiązywała niepisana zasada „don't ask, don't tell" (nie pytaj, nie mów).
Najprawdopodobniej już w niedługo geje, którzy nie ukrywają swojej orientacji seksualnej, będą mogli służyć w amerykańskiej armii. Biały Dom poparł propozycję zniesienia zasady, na mocy której z sił zbrojnych USA zwalnia się jawnych gejów.
Reguła ta ma chronić osoby homoseksualne przed wyrzuceniem z armii, z powodu odmiennej orientacji seksualnej. Teoretycznie przełożony nie mógł zapytać swojego podwładnego o preferencje, natomiast podwładny miał nie mówić o nich otwarcie. Niestety, prawo w gruncie rzeczy okazało się fikcją, a homoseksualnych adeptów najczęściej usuwano z szeregów armii.
– W historii zawsze byli tacy, którzy wieszczyli wielką katastrofę, ale ich przepowiednie nigdy się nie spełniały – powiedział McHugh, odnosząc się jednocześnie do wypowiedzi osób, które uważają, że otwieranie się wojska na osoby o odmiennej orientacji, może wyrządzić szkody.
Geje winni masakry
Przedstawicielem takiego poglądu jest m. in. emerytowany generał amerykański John Sheehan, jeden z byłych dowódców sił NATO na Bałkanach, który ogłosił niedawno, że holenderskie wojsko dopuściło do masakry Muzułmanów w Srebrenicy w 1995 r., ponieważ w jego szeregach służyli geje.
W lipcu 1995 r. siły bośniackich Serbów przejechały przez terytorium znajdujące się pod nadzorem słabo uzbrojonych Holendrów, po czym dokonały masakry ponad 8 tys. muzułmańskich mężczyzn i chłopców.
Występujący przed senacką komisją generał, postawił tę szukającą tezę, odpowiadając na pytanie, czy należy zezwolić homoseksualistom na służbę w armii USA bez ukrywania ich orientacji. Według słów Sheehana ówczesny szef sztabu holenderskiej armii powiedział, że stało się tak za sprawą niskiego morale. To z kolei ma wynikać z tego, że w holenderskim mundurze może służyć gej, który nie kryje swojej orientacji.
– Chodzi mi o to, że Holendrzy mieli za zadanie chronić cywilów w Srebrenicy. Batalion był jednak źle dowodzony, przemęczony i gdy przyszli Serbowie, po prostu przykuli ich kajdankami do budek telefonicznych i weszli do miasta – relacjonował Sheehan. Zapytany przez szefa senackiej komisji ds. sił zbrojnych Carla Levina, czy służba homoseksualistów miała z tym jakiś związek, odpowiedział:
– Tak. Przedstawiono mi to jako część problemu. –
Czas skończyć z dyskryminacją
Wypowiedź amerykańskiego generała, zbulwersowała i oburzyła wszystkich, włącznie z prezydentem Barackiem Obamą. Poruszyła go do tego stopnia, że nie pozostał obojętny wobec sprawy gejów i lesbijek, chcących wstąpić do wojska.
– Prace nad kwestiami prawnymi wciąż postępują. Biały Dom chce doprowadzić te sprawę do końca. Skończymy z zasadą „nie pytaj, nie mów – powiedział Obama dziennikarzom.
W liście wysłanym do niezależnego senatora Josepha Liebermanna odpowiedzialny za budżet Białego Domu Peter Orszag stwierdza, że „administracja popiera (proponowaną przez Liebermanna) poprawkę „mającą na celu wprowadzenie polityki „niedyskryminacji, jeśli chodzi o orientację seksualną w armii”.
Połowiczne rozwiązanie
Formułę „nie pytaj, nie mów” wprowadzono w 1993 roku za rządów prezydenta
Billa Clintona. Była wtedy kompromisem między pełną legalizacją służby
homoseksualistów, a obowiązującym poprzednio całkowitym zakazem. Na jej
podstawie zwolniono w ciągu ostatnich 17 lat ze służby ponad 13 tys. gejów i lesbijek.
W czasie swej kampanii wyborczej Obama przyrzekał jej zniesienie i musi słowa dotrzymać. Jak wskazują bowiem sondaże, od 1993 roku – znacznie wzrosła tolerancja społeczeństwa amerykańskiego wobec homoseksualistów. Na rzecz pełnej legalizacji ich służby w armii podaje się liczne argumenty m.in. ten, że jest ona legalna w wielu krajach, zaś armii USA brakuje żołnierzy, zwłaszcza znających język arabski.