Strona główna » Informacje » Kultura
Wystawa w Wiedniu

Talking heads w muzeum

Autor: Katarzyna Frankowska
  • A
  • A
  • A
18:27
31.08.2010
Dürer, Tycjan, Velázquez, Rembrandt plus monety, medale i starożytna rzeźba. Kunsthistorisches Museum w Wiedniu sięgnęło do swoich magazynów po mistrzów i po obiekty z gablot, żeby zilustrować historię portretu. Tytuł ma podpowiadać zwiedzającym, jakiego rodzaju sztuczki stosowali artyści, żeby ożywić postać.
fot.
Jan van Eyck, portret kardynała Albergatiego, Kunsthistorisches Museum w Wiedniu (fot. KHM)
W portret wpisany jest paradoks – potomność miała postrzegać portretowanych jako osobę wciąż żywą i już nie podlegającą przemijaniu. W historii gatunku był czas – starożytność – kiedy przewagę zdobywała zasada ponadczasowości. Potem, stopniowo, zaczęto analizować „tu i teraz” modela. Na to nakłada się jego historia. Trzeba było pokazać jego status i pozycję społeczną. Liczyło się przeznaczenie wizerunku.

W starożytności portretowani mają opuszczone powieki albo patrzą, nie widząc, w dal. Wyraziste, ale schematyczne rysy, zagadkowy wyraz twarzy tworzą tak zwany portret idealizowany. Portretowanym był zazwyczaj władca. To głównie ich wizerunki, produkowane w dużych ilościach, przetrwały do naszych czasów.

Artyści późnego średniowiecza testowali umiejętności „obracania” modela, różnicowania rysów i wyrazu twarzy, manipulowania skalą. W opowieści o zleceniodawcy pomagali sobie napisami.

Za przełomowy uważa się XV wiek – wiek mistrza z Flémalle, Rogera van der Weydena, Van Eycka na północy i Donatella, Masaccia, Piera della Francesca – na południu.

Mistrzowie tego czasu wyszli poza wszelkie konwencje. Twarze i sylwetki są doskonale charakteryzowane, perfekcyjnie uchwycony ruch postaci i grymas twarzy. Autorzy zaczynają zauważać niuanse, które decydują o sposobie odbioru dzieła. Spojrzenie, gest ręki, załamanie materiału, oświetlenie i kadr.
fot.
Słynny Autoportret w wypukłym lutrze Parmigianina, Kunsthistorisches Museum w Wiedniu (fot. KHM)
Te i późniejsze portrety pozwalają budować interpretację, dotyczącą sytuacji portretowanego i jego charakteru. Dla mnie niedoścignionym wzorem gatunku jest obraz Jana van Eycka ze zbiorów wiedeńskiego muzeum. Portret kardynała Niccolo Albergatiego, kartuza z Bolonii, można było oglądać również w Warszawie – obraz przyjechał kilka lat temu do Muzeum Narodowego wraz innymi płótnami z wiedeńskich zbiorów.

Niestety zdjęcie, które publikuję dzięki uprzejmości działu prasowego wiedeńskiego muzeum, nie oddaje treści zawartych w obrazie. Nie pozwala nawet częściowo odczytać myśli, które zaprzątały modela, kiedy pozował Van Eyckowi do szkicu.

Sam portret dokumentuje obycie i spokój dyplomaty – Albergati Bolonię opuścił, aby udać się z misją do Burgundii. Ale z układu ust i zaczerwienionych, może chorych oczu, odczytać można pewne zniechęcenie. Za stoicką harmonią postaci kardynała kryje się chęć ucieczki w nieznane.

Wystawa Talking heads w Kunsthistorisches Museum będzie czynna do 12 września

Na forum

Nawołując do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie możemy na dobre...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: