Strona główna » Informacje » Kultura
„Wszyscy mają się dobrze”

Rodzina nie jest dobra na wszystko

Autor: Beata Zatońska
  • A
  • A
  • A
14:35
08.01.2010
hit
Dramat rodzinny bez katharsis, ale z dobrą rolą Roberta de Niro. Na amerykańskiej ziemi filmowej historia opowiedziana kiedyś przez Giuseppe Tornatore nabrała hollywoodzkiego poloru, ale straciła wytrawny smak.
„Wszyscy mają się dobrze”  –  Drew Barrymore i Robert De Niro (fot. Forum Film)
„Wszyscy mają się dobrze” – Drew Barrymore i Robert De Niro (fot. Forum Film)
W 1990 roku Giuseppe Tornatore („Cinema Paradiso”) wyreżyserował film „Stanno tutti bene” (TVP: „Wszyscy mają się dobrze”). Film zdobył Nagrodę Jury Ekumenicznego na MFF w Cannes w 1990 roku. Była to opowieść o Matteo Scuro (Marcello Mastroianni), emerytowanym pracowniku sycylijskiej kolei, wdowcu, który odwiedza swe dorosłe dzieci w Mediolanie, Rzymie, Neapolu oraz Turynie. Wychodzi wówczas na jaw, że losy całej czwórki są całkiem inne od oficjalnych wersji przedstawianych ojcu.

Oryginalny scenariusz zachwycił producenta Gianni Nunnari („Od zmierzchu do świtu”, „Infiltracja”, „300”, „Shutter Island”), który postanowił wyprodukować remake. Na reżysera wybrał Anglika Kirka Jonesa, który tak się w projekt zaangażował, że postanowił przed rozpoczęciem zdjęć przemierzyć całą trasę, którą ma pokonać amerykański odpowiednik Matteo, czyli Frank. Do głównej roli zaangażowano Roberta de Niro, który po raz kolejny udowodnił, że wielkim aktorem jest – jego Frank jest prawdziwy i wzruszający.

Niestety, w scenariuszu przeważyła miłość do dopowiedzeń i łatwych rozwiązań. Happy end musi być, taki „z urzędu” i jest. Rodzina spotyka się przy stole i wydaje się, że po oczyszczającej dyskusji mogą dalej żyć w miłości i spokoju. Niestety, pobrzmiewa to fałszem.

Frank jest człowiekiem surowym i pedantycznym. Wdowiec, emerytowany pracownik fabryki kabli wypełnia swoją samotność pielęgnując dom i ogród. Pasjonuje się m.in. grillowaniem. Pewnego dnia postanawia odwiedzić czwórkę swoich dzieci, rozsianych po całych USA. Ich kontakty są zdawkowe, a Frank potrzebuje bliskości. Nie informuje przy tym dzieci o swoich planach, postanawia działać z zaskoczenia. Posłuszny zaleceniom lekarskim, nie jedzie samochodem – podróżuje publicznymi środkami transportu.

Okazuje się, że Frank żył w świecie ułudy. Nic nie wiedział o swoich dzieciach, albo może wiedział to, co chciał. Żona starannie selekcjonowała informacje, które do niego docierały. Żeby go nie denerwować, nie rozczarować. A on pracował, pracował, pracował.

Okazuje się niestety, że Amy (Kate Beckinsale) nie jest pracownicą prestiżowej agencji reklamowej, Rosie (Drew Barrymore) nie jest gwiazdą musicali, Robert (Sam Rockwell) nie robi oszałamiającej muzycznej kariery, a David (Austin Lysy) nie jest rozchwytywanym przez marszandów malarzem.

Film, tak jak jego włoski poprzednik, opowiada o braku możliwości porozumienia, o tajemnicach, chłodzie niedopowiedzeń i bolesnej obojętności. Amerykanie postawili jednak na familijną słodycz, którą przełamali ludzkie dramaty. Szkoda, przy bogactwie obyczajowych różnic i specyfice amerykańskiego społeczeństwa, z dobrymi aktorami w obsadzie można było zrobić coś lepszego.

Everybody's fine; USA 2009; scenariusz: Kirk Jones; Obsada: Robert De Niro, Kate Beckinsale, Drew Barrymore, Austin Lysy, Sam Rockwell; czas trwania: 100 min.; dystrybutor: Forum Film

Na forum

Nawołując do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie możemy na dobre...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: