W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci – wynika z danych GUS. Spada liczba dzieci, przypadających na jedną kobietę. Mniej liczna jest też grupa pań w wieku rozrodczym. Powodem pogarszającej się sytuacji demograficznej jest odkładanie decyzji o rodzicielstwie.
Polacy chcą być rodzicami, jednak nadal zbyt wielkim problemem jest pogodzenie ról rodzicielskich i zawodowych – ocenia profesor Irena Kotowska, demograf z SGH. Podkreśla, że w ankietach badani przeważnie deklarują chęć posiadania większej liczby dzieci, niż mają w rzeczywistości. Jej zdaniem tę lukę powinna wykorzystać polityka demograficzna państwa.
Kotowska podkreśla, że choć potrzeba rodzicielstwa jest naturalna dla każdego, a decyzja o powiększeniu rodziny jest sprawą indywidualną, to liczba przychodzących na świat dzieci to sprawa wagi państwowej.
Efekty stosowania odpowiedniej polityki demograficznej widać na przykładzie różnych krajów europejskich. Bardzo dobre efekty przyniosła długofalowa polityka prorodzinna we Francji. Tam od czasu ubytku liczby ludności po pierwszej wojnie światowej, polityka prorodzinna i kwestia posiadania dzieci stały się sprawą państwową, a nie jedynie prywatną.
Profesor uważa, że państwo ma wiele możliwości wspierania rodzin, choć nie mają one prostego przełożenia na decyzje rodzicielskie. Nakłady na politykę prorodzinną nie powinny być taktowane jako koszt, lecz jako inwestycja. Kotowska zalicza tu zasiłki wychowawcze dla matek i ojców decydujących się na opiekę nad dziećmi.
Ważniejsze od pomocy finansowej jest zapewnienie skutecznego wsparcia w godzeniu rodzicielstwa z pracą zawodową. To przede wszystkim żłobki, przedszkola i świetlice, które zapewnią zajęcie i opiekę dzieciom nawet po lekcjach.
Według Kotowskiej grupa kobiet, z którymi demografowie mogą obecnie wiązać największe nadzieje dotyczące wzrostu liczby ludności, są panie między 30 a 39 rokiem życia. Profesor podkreśla, że to stosunkowo liczna grupa z wyżu demograficznego na przełomie lat 70 tych i 80 tych, które nadal mogą mieć dzieci.